W górę
Kursor
W dół

Piaśnica oskarża

Elżbieta Grot

W pierwszych miesiącach II wojny światowej i okupacji ziem polskich przez Rzesze Niemiecka, w odległości około 10 km od Wejherowa, po lewej stronie szosy do Krokowa, na obszarze 250 ha Puszczy Darzlubskiej, została popełniona przez hitlerowców zbrodnia określana jako największa na Pomorzu i pierwsza na tak dużą skale w Europie. Liczbę ofiar szacuje się od 12 do 14 tysięcy.

Przyczyn tej zbrodni należy szukać w rewizjonistycznej polityce Rzeszy Niemieckiej po I wojnie światowej oraz w planach Niemieckiej Narodowosocjalistycznej Partii Robotniczej Niemiec (NSDAP), która doszła do władzy w 1933 roku. Głównym jej celem było zdobycie nowej przestrzeni życiowej dla Niemców we wschodniej Europie, usuniecie Polaków jako przeszkody w tej ekspansji oraz zniszczenie ich w taki sposób, by już nigdy nie mogli wskrzesić własnego niepodległego państwa.

Te cele spowodowały, ze Polacy stali się pierwszymi ofiarami niemieckiej polityki podboju Europy. Jeszcze przed agresja na Polskę na niemieckich listach przygotowanych przez policje i gestapo znaleźli się Polacy najbardziej zasłużeni dla odbudowy Rzeczypospolitej Polskiej. Polska inteligencje hitlerowcy obarczyli "wina" za politykę polonizacyjna na Pomorzu w okresie międzywojennym i w jej przedstawicielach upatrywali potencjalnych przywódców ruchu oporu, mogących przeszkodzić w szybkim i całkowitym zniemczeniu Pomorza Gdańskiego.

Założenia niemieckiej polityki przyczyniły się do wymordowania na Pomorzu Gdańskim w krótkim okresie od jesieni 1939 r. do wiosny 1940 r. kilkudziesięciu tysięcy osób. Polscy historycy ostrożnie szacowali liczbę ofiar od 36 do 42 tysięcy osób. Niemiecki badacz Dieter Schenk w najnowszej książce na temat Alberta Forstera, namiestnika okręgu Gdańsk - Prusy Zachodnie i jego ludzi, opublikował dane przechowywane w centrali badań zbrodni hitlerowskich w Ludwigsburgu, z których wynika, ze w 432 miejscach na Pomorzu wymordowano w tym okresie 52.794-60.750 osób, w tym 25 tysięcy na Kociewiu i 18 tysięcy na Kaszubach, w tym w okolicach Wejherowa 14.033 osoby.

Z dotychczasowych badań wynika, ze Piaśnica jest największym miejscem masowych egzekucji w woj. pomorskim i drugim miejscem po KL Stutthof pod względem liczby zamordowanych osób w tym regionie w czasie II wojny światowej.

Prowadzone w Polsce badania naukowe pozwoliły na częściową identyfikacje ofiar w Piaśnicy. Ofiary można podzielić na kilka grup. Do dzisiaj ustalono, ze z Pomorza Gdańskiego pochodziło ok. 2.000 ofiar (Polaków i niewielka liczba rodzin żydowskich polskiego obywatelstwa, których mordowano z przyczyn rasowych), aresztowanych najczęściej we wrześniu i październiku 1939 roku. Na miejsce strąceń zwożono ofiary z więzień z Wejherowa, Pucka, Gdańska, Kartuz, Kościerzyny, z obozów dla jeńców cywilnych w Gdańsku - Nowym Porcie i Stutthofie. Dotąd zidentyfikowano z imienia i nazwiska ok. 500 osób. Wśród skazanych na śmierć byli przedstawiciele wszystkich warstw społeczeństwa polskiego zaangażowani w latach międzywojennych w działalność polityczną, społeczną, oświatową, kulturalną, religijną, sportową. Największe straty poniosło duchowieństwo, nauczyciele, członkowie administracji państwowej i samorządowej - głównie z Gdyni, Wejherowa, Pucka - funkcjonariusze Polskiej Policji Państwowej i Straży Granicznej, leśnicy, lekarze, prawnicy, przedsiębiorcy handlowi. Osoby te wyróżniały się tez aktywnością w działalności społecznej jako członkowie organizacji i stowarzyszeń, takich jak: Polski Związek Zachodni, Związek Obrony Kresów Zachodnich, Kurkowe Bractwo Strzeleckie, Towarzystwo Powstańców i Wojaków, Towarzystwo Gimnastyczne "Sokół". Ustalono też, że w Lasach Piaśnickich zginęło najwięcej mieszkańców Wejherowa, Gdyni, Gdańska, Pucka, Redy, Rumi, Kartuz i innych okolicznych miejscowości.

Drugą kategorię i zarazem największą wśród ofiar stanowią rodziny polskie, czeskie i niemieckie, uznane za przeciwników reżimu hitlerowskiego, przywiezione do Piaśnicy z głębi Rzeszy Niemieckiej. Straty szacuje się w tej grupie od 10 do 12 tysięcy osób: mężczyzn, kobiet, dzieci i niemowląt. Do dzisiaj nie udało się odszukać w archiwach niemieckich list imiennych tych ofiar. Na tak dużą liczbę osób zamordowanych wskazuje liczba i wielkość odkrytych grobów w Piaśnicy oraz zeznania polskich kolejarzy, którzy w latach 1939-40 pracowali na stacji kolejowej w Wejherowie. Dzięki ich zeznaniom wiadomo, ze były to głównie polskie rodziny robotnicze, które w latach międzywojennych wyjechały z Polski do Niemiec w celach zarobkowych. We wrześniu i październiku 1939 r. niemieckie władze policyjne przeprowadziły akcje internowania obywateli polskich i niemieckich narodowości polskiej oraz Niemców obywatelstwa polskiego uchodzących za niebezpiecznych dla Rzeszy. Jeden z obozów dla wrogich cudzoziemców został rozwiązany w Norymberdze 31 października 1939 r., czyli w momencie, kiedy zaczęły nadchodzić transporty z Rzeszy do Piaśnicy. Placówki gestapo miały ewakuować tych ludzi z Rzeszy do końca marca 1940 roku. W celu zatuszowania zbrodni Hitler domagał się wymordowania całych rodzin. Internowanych przywożono z Saksonii, Meklemburgii, Westfalii, Bawarii i innych regionów Niemiec.

Następną kategorie ofiar Piaśnicy stanowią psychicznie chorzy. W transportach kolejowych przywieziono na miejsce straceń, jak na to wskazują procesy powojenne funkcjonariuszy SS, co najmniej ok. 2.000 osób z zachodniopomorskich zakładów leczniczych ze Stralsundu, ökermunde, Treptov i Lęborka. Zostały one zamordowane w ramach akcji eutanazji oznaczonej kryptonimem 14 F 13, wykluczającej ze społeczeństwa niemieckiego psychicznie chorych jako nieużytecznych. Akcje te rozpoczęto w 1939 r. na terenie Rzeszy, ale i tez na okupowanych ziemiach polskich, jak na to wskazuje Piaśnica i Szpęgawsk. Fakt ten potwierdzony został w czasie procesów o przeprowadzanie eutanazji w Niemczech w 1966 i 1967 roku. Nazwiska tych ofiar są nadal nieznane opinii publicznej w Polsce. Wiadomo jedynie, ze sprawcy zbrodni wysyłali do niemieckich rodzin zawiadomienia o tzw. śmierci naturalnej.

Zacieranie śladów

W drugiej połowie 1944 r., kiedy najwyższe władze Rzeszy Niemieckiej stanęły wobec konieczności ewakuacji z okupowanych terenów, sprawcy zbrodni w Piaśnicy przystąpili do zniszczenia wszelkich śladów w obawie przed ujawnieniem zbrodni i odpowiedzialnością karną. Do akcji wybrano grupę więźniów KL Stutthof. Zakuto im nogi w kajdany, aby nie uciekli. Zostali zmuszeni do zamieszkania w leśnym legowisku i pracy przez okres sierpnia i września 1944 r. przy rozkopywaniu grobów, wydobywaniu z nich ciał i paleniu w leśnych paleniskach. Po wykonaniu tego zadania esesmani zamordowali ich i również spalili.

Po wojnie, w dniach 7-22 października 1946 r., specjalna komisja przeprowadziła prace ekshumacyjne w Lasach Piaśnickich. Spośród 35 masowych grobów, o których mówili świadkowie, odnaleziono 30 - zbudowano 26 z nich. Tylko w dwóch grobach znajdowały się zwłoki 305 rozstrzelanych, w tym 5 kobiet. W pierwszym grobie było 191 zwłok, w drugim 114. Członkowie rodzin po charakterystycznych cechach lub zachowanych rzeczach osobistych zdołali rozpoznać zaledwie 55 osób, w tym 31 gdynian (zakładników i pracowników polskich urzędów i instytucji). W 1962 r., dzięki badaniom prowadzonym przez historyka dr Barbarę Bojarska, pracownika Instytutu Zachodniego w Poznaniu, doszło jeszcze do odkrycia w Piaśnicy dwóch palenisk i mogiły więźniów KL Stutthof.

Należy podkreślić, ze zbrodnia popełniona przez Niemców w Piaśnicy została zaplanowana i zorganizowana przy współudziale kilku formacji (specjalna jednostka wyłoniona z 36. Pułku SS Wachsturmbann "Eimann", do grudnia dowodzona osobiście przez Kurta Eimanna, Einsatzkommando 16 dowodzone przez szefa gdańskiego gestapo R. Trögera, Selbstschutz dowodzony przez okupacyjnego burmistrza Wejherowa G. Bambergera i powiatowego kierownika NSDAP Heinza Lorentza) najwyższych urzędów Trzeciej Rzeszy. Spalenie zwłok w 1944 r. i zatarcie śladów zbrodni, a z drugiej strony wysiedlenie części Polaków z tych terenów, wywózka na przymusowe prace rolne, osadzanie w hitlerowskich więzieniach i obozach koncentracyjnych oraz znaczne straty biologiczne ludności przyczyniły się do dużych trudności w odtwarzaniu imiennych list ofiar Piaśnicy po wojnie. Ponieważ do dzisiaj większość ofiar jest bezimienna, tak dużą wagę ma ustalenie każdego nazwiska.

Głównym badaczem zbrodni popełnionej w Piaśnicy jest dr Barbara Bojarska, która po raz pierwszy opublikowała wyniki swoich badań w 1964 r. w "Przeglądzie Zachodnim", a następnie opracowała monografię poświęconą zbrodni w Piaśnicy, którą po raz pierwszy wydal zakład Ossolineum we Wrocławiu w 1978 roku. Książkę jej wznowiono w 1987 r. w Gdańsku i w 2001 roku w Wejherowie.

Po wojnie ludność Pomorza, a szczególnie rodziny pomordowanych, otoczyła opieką "leśny cmentarz", oddając hołd i zachowując pamięć o pomordowanych. Szczególnie na Pomorzu pamięta się o zamordowanej 11 listopada, w Święto Niepodległości, w Piaśnicy bł. s. Alicji Kotowskiej, przełożonej Zgromadzenia Sióstr Zmartwychwstanek i dyrektor Gimnazjum i Liceum Żeńskiego w Wejherowie w latach 1934-39, uznanej za patronkę męczenników Piaśnicy. Do jej grobu pielgrzymują od wielu lat wierni, wypraszając za pośrednictwem bł. s. Alicji potrzebne łaski.